Matwijowscy
Franciszka z Korzelskich i Roman Matwijowscy mieszkali w Łucku. Roman pracował jako magazynier, a jego żona zatrudniona była w nadleśnictwie łuckim, gdzie prowadziła służbową herbaciarnię.
Franciszka wcześnie straciła matkę. Po sprzedaży domu z sadem w rodzinnym Olesku, opiekę nad nią i młodszym rodzeństwem oraz chorym ojcem objął brat Karol Korzelski – emerytowany kapitan Wojska Polskiego. W 1925 roku, jako osadnik wojskowy, osiadł w Paderewicach k/Mołotkowa w woj. wołyńskim. Dzięki niemu Władysław, Maria, Jadwiga i Franciszka Korzelscy mogli zdobyć wykształcenie.
Gdy wybuchła wojna, Karol Korzelski znalazł się ponownie w szeregach armii polskiej. Wzięty do niewoli przez Sowietów trafił do obozu w Starobielsku (spis jeńców, poz. 1607) – został zamordowany wraz z tysiącami swoich kolegów – ofiar Katynia.
Franciszka i Roman Matwijowscy w 1944 roku postanowili opuścić Łuck, obawiając się band UPA, które siały wokół śmierć i zniszczenie. Jedynie z ręcznym bagażem wyruszyli w drogę do Jarosławia, gdzie mieszkał brat Franciszki – Władysław Korzelski z żoną. Resztę ich mienia mieli dostarczyć uchodźcy, których wcześniej Matwijowscy przyjęli w Łucku do swojego mieszkania. Niestety, złożonej obietnicy nie dotrzymano – Franciszka i Roman stracili swój dobytek.
W Jarosławiu początkowo zamieszkali wspólnie z rodziną Korzelskich, czyniąc starania o przyznanie im własnego mieszkania w zamian za mienie pozostawione na Wschodzie. Otrzymali przydział na niewielki domek z ładną działką na tzw. Lachmanówce. Gospodarstwo to wcześniej należało do rodziny ukraińskiej, która nie została jednak wysiedlona do ZSRR, ale udała się na zachodnie ziemie Polski. Zatrudniony w UB Ukrainiec wystarał się o zwrot nieruchomości w Jarosławiu, sprawiając, że Matwijowscy znaleźli się w zasadzie na bruku. Przez pewien czas mieszkali u rodziny na ul. Kraszewskiego, później dzięki pomocy teścia Jadwigi (starszej siostry Franciszki, sybiraczki) – zamieszkali w niewielkim domu z ogrodem na ul. Brzostków.
Roman Matwijowski w Jarosławiu znalazł pracę w przejętych przez państwo szklarniach należących uprzednio do rodziny Czartoryskich w Pełkiniach. Sumienny i bezkompromisowy nie godził się na rozdawnictwo bez pokwitowań, co skończyło się zastraszaniem, a nawet krótkim pobytem w więzieniu. Potem został zatrudniony w PGR w Radymnie, gdzie pracował aż do emerytury. Franciszka Matwijowska w Jarosławiu nie pracowała zawodowo – zajmowała się jedynie uprawą ogrodu na własny użytek.
Po śmierci Romana Matwijowskiego jego żona przeniosła się do owdowiałej siostry Marii Jabłońskiej na oś. Kopernika.
Do Lwowa, podczas wizyty w Jarosławiu, zaprosiła Matwijowskich bratanica Romana, Irena, która po wojnie pozostała tam ze swoim ojcem, Leonem.