Mazurowie

Rodzina Mazurów w Obydowie mieszkała od ponad 200. lat, aż do 1944 roku, kiedy to została zmuszona do opuszczenia swej ziemi i domu. Kolejne pokolenia wznosiły nowe budynki, pracowały na ziemi, która była ich żywicielką. Pracowici gospodarze cieszyli się szacunkiem i poważaniem wśród sąsiadów.

W 1932 roku Stanisław Mazur ukończył budowę nowego, przestronnego domu dla swojej rodziny: żony Filomeny (z Rękasów) oraz dzieci: Heleny, Bronisława, Jana i Marii. Obok domu stanął też budynek nowej, krytej blachą stajni. Stodoła, chlewnie i spichlerz były wprawdzie stare, ale w dobrym stanie. Dzieci Mazurów po ukończeniu 4-klasowej szkoły powszechnej w Obydowie, kontynuowały naukę w Kamionce Strumiłowej. Stanisław Mazur zakupił nawet tam mały domek, dzięki czemu dzieci miały blisko do szkoły.

W 1940 roku od uderzenia pioruna spłonęły chlewnie wraz ze stodołą i spichlerzem. W 1941 roku udało się odbudować stodołę. Jednakże Mazurowie nie nacieszyli się nią długo. Kiedy w 1943 roku rozpoczęły się zmasowane ataki banderowców na polskie wioski leżące w dawnych wschodnich województwach, Mazurowie stracili poczucie bezpieczeństwa. W Kamionce i jej okolicach zaczęli pojawiać się uciekinierzy z Wołynia, którzy opowiadali o straszliwych rzeziach, których byli świadkami. Wkrótce fala mordów dotarła także na ziemię lwowską. W tej sytuacji Stanisław i Filomena Mazurowie postanowili wraz z innymi mieszkańcami Obydowa i Kamionki Strumiłowej opuścić swój dom i uciekać na zachód. Liczyli, że wkrótce sytuacja się uspokoi i będą mogli wrócić do siebie, do Obydowa.

13 kwietnia 1944 roku załadowali do wagonu dwa konie, dwie krowy, kojec z kurami, karmę dla zwierząt, żywność, nieco mebli i wyruszyli w kierunku Łańcuta, gdzie mieszkała dalsza rodzina. Dotarli tam rankiem 15 kwietnia 1944 roku. Na stacji byli świadkami pakowania do innego pociągu dobytku hrabiego Alfreda Potockiego, który uciekał przed zbliżającą się armią sowiecką na Zachód.

W Łańcucie wynajęli pokój, w którym zamieszkali. Po kilku dniach, najstarsza córka Helena wraz z ojcem postanowili pojechać do Kamionki i Obydowa, by przywieźć więcej rzeczy. Tam okazało się, że ich dom w Obydowie został zupełnie ograbiony, zniknęły także pozostawione na pastwisku zwierzęta, a w domu w Kamionce ulokowali się uciekinierzy z Wołynia, czekający na transport na Zachód.

Zapakowali to, co udało im się odnaleźć i wyruszyli w drogę do Łańcuta. We Lwowie przeżyli ciężkie bombardowanie miasta. Kiedy naprawiono tory kolejowe,  wyruszyli w drogę do Łańcuta.

Kiedy rodzina była już w komplecie, z Łańcuta przeprowadziła się do Czarnej, gdzie przeczekała przejście frontu w lipcu 1944 roku. Przebywając w Czarnej, Mazurowie dowiedzieli się, że w Jarosławiu istnieje możliwość otrzymania gospodarstwa po wysiedlanych na Wschód Ukraińcach. Helena Mazur udała się więc do Jarosławia i zdobyła przydział na duży dom z ogrodem i kawałkiem pola na przedmieściu Jarosławia. Jego dotychczasowi właściciele mieli zamieszkać w Kołomyi.

Filomena i Stanisław  Mazurowie z najmłodszą córką i jej rodziną oraz synem Bronisławem do końca życia pozostali w Jarosławiu, żyjąc nadzieją na powrót do siebie, do Kamionki i Obydowa. Ich dzieci rozjechały się po świecie – Helena przez pewien czas mieszkała z mężem Janem Żołnierzem (także ze Wschodu) w Bystrzycy Kłodzkiej, a potem we Wrocławiu. Drugi z synów po ukończeniu studiów we Wrocławiu, osiedlił się w Opolu.