Kotowie

Maria i Zdzisław Kotowie pochodzili ze Lwowa, z rodzin robotniczych. Z miastem związani byli od wielu pokoleń, tym trudniej było im podjąć decyzję o jego opuszczeniu. Kiedy pobierali się w 1942 roku w kościele św. Elżbiety, byli pełni nadziei, że wojna kiedyś się skończy, a oni – podobnie jak ich rodzice i dziadkowie – będą mogli we Lwowie żyć i pracować. Los, a może raczej historia zadecydowały inaczej. W 1944 roku, gdy miasto znalazło się ponownie w rękach sowieckich, Zdzisław Kot, który z zawodu był mechanikiem samochodowym, wraz z bratem Mieczysławem wstąpił do Armii gen. Berlinga i w jej szeregach przeszedł szlak bojowy aż do Berlina. W tym czasie jego żona zamieszkała wraz z teściową na Zamarstynowie, pracując na kolei przy składaniu silników. Dzięki poczcie polowej była z mężem w kontakcie i wiedziała, że po zakończeniu działań wojennych trafił on do służby w jednostce Korpusu Ochrony Pogranicza. Początkowo czekała na powrót męża do domu, do Lwowa. Jednakże na skutek działań podjętych przez władze sowieckie jesienią 1945 roku Maria Kot wraz z teściową – Katarzyną Kot – musiały opuścić swe ukochane miasto. Jarosław wybrały przypadkowo, nie wiedząc, gdzie się udać. Fakt, że leżał on blisko Lwowa zadecydował, że tutaj właśnie się zatrzymały. Tutaj też później dotarł zwolniony z wojska Zdzisław Kot oraz rodzina Marii –Streitowie.

Katarzyna Kot, nie mogąc odnaleźć się w nowym miejscu, zdecydowała się na opuszczenie Jarosławia i wyjazd na tzw. Ziemie Odzyskane, gdzie trafiło wielu lwowiaków. Wraz z nią pojechał także zwolniony z wojska syn Mieczysław. Po opuszczeniu wojska i przyjeździe do Jarosławia Zdzisław Kot pracował jako mechanik samochodowy, natomiast Maria zajmowała się prowadzeniem domu. Obydwoje żyli nadzieją, że przyjdzie jeszcze taki dzień, gdy będą mogli wrócić do siebie – do Lwowa. Ich marzenie, niestety, się nie spełniło. Lwów miały okazję odwiedzić jedynie ich dzieci.